Przejdź do treści
12°CPowietrze: bardzo dobre poniedziałek, 21 września 2026 · imieniny: Hipolita, Mateusza wschód 06:27 · zachód 18:48
reklama

Wystąpienie: Dorota Olko

05.08.2025, godz. 14:10, 39. posiedzenie Sejmu, Poseł

Punkt porządku dziennego: Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy - Prawo oświatowe (druk nr 1526).

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Pani Ministro! Zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach budzi dużo emocji i trudno się dziwić, bo nawet my jako dorośli czujemy, że smartfony kradną nasz czas, męczą nas i rozpraszają. Ale z drugiej strony myślę, że kiedy dzisiaj musieliśmy oddać telefony, kiedy przychodziliśmy na tajną część posiedzenia, wielu z nas czuło się nieswojo. A gdyby codziennie ktoś kazał nam oddawać telefon przed pracą, pewnie byśmy protestowali i mielibyśmy ku temu racjonalne powody. Bo smartfony zmieniły naszą rzeczywistość i ta technologia już tu jest i nie zniknie. W wielu sytuacjach trudno bez niej funkcjonować, ułatwia życie, ale i stwarza zagrożenia. Naszym zadaniem jest szukanie rozwiązań, szczególnie w stosunku do najmłodszych, ale nie tyle nośnych politycznie, ile po prostu rozsądnych i skutecznych. To jest duże wyzwanie i dobrze, żebyśmy ten projekt potraktowali jako wstęp do merytorycznej dyskusji na ten temat.

Argumentów na rzecz ograniczania obecności smartfonów w szkołach nie brakuje. Chodzi tu przede wszystkim o efektywność nauki. Bo badania pokazują, że kiedy telefon jest w zasięgu wzroku, nawet jeśli dziecko z niego nie korzysta, to osiągane wyniki są gorsze. Kiedy telefonu nie ma, dzieci osiągają lepsze wyniki. Dotyczy to zwłaszcza dzieci z niższym kapitałem kulturowym, z mniej zamożnych rodzin, dzieci, które gorzej radzą sobie w szkole. Dążenie do tego, żeby uczniowie nie mieli telefonu non stop pod ręką, jest słuszne przede wszystkim właśnie dlatego, że może ułatwić naukę i pomóc wyrównywać szanse. M.in. dlatego już teraz szkoły decydują się na wprowadzanie ograniczeń i zakazów, ale diabeł tkwi w szczegółach, bo kiedy telefon leży w plecaku, to nie pomaga w koncentracji. A nie wszystkie szkoły mają szafki, gdzie można je schować.

Z kolei zakaz przynoszenia telefonu do szkoły jest w porządku, kiedy dziecko wraca od razu po szkole do domu za rogiem, ale już gorzej jest, kiedy musi zadzwonić po rodziców, znaleźć autobus, zadzwonić, kiedy ten autobus nie przyjedzie. To jest rzeczywistość, szczególnie poza dużymi miastami. Zamiast więc doprowadzić do tego, że rodzice razem z dziećmi będą kombinować, jak ten zakaz obchodzić, lepiej wprowadzać takie rozwiązania w konsensusie, zostawić tu autonomię szkołom, dać jasne ustawowe wskazówki, że szkoły mogą to robić. W tym kierunku idzie projekt przygotowany przez ministerstwo.

Ale w tym miejscu trzeba powiedzieć bardzo jasno: regulowanie obecności smartfonów w szkołach nie załatwi problemu zagrożeń związanych z dostępem do Internetu, do mediów społecznościowych, takich jak przemoc rówieśnicza, przemoc seksualna, pornografia czy hazard. To nie jest też wystarczająca odpowiedź na uzależnienie dzieci od komórek. Dlaczego? Bo jak już padało na tej sali, większość czasu przed ekranem dzieci spędzają po szkole. To wynika z raportu "Internet dzieci". Zamiast skupiać się na zakazach szkolnych, powinniśmy rozmawiać o rozwiązaniach, które dotykają źródeł problemu. Jakim cudem w ogóle dzieci w wieku od 7 do 13 lat mają dostęp do mediów społecznościowych, skoro w teorii jest to zakazane? Jakim cudem dokonują zakupów w grach on-line, na granicy hazardu? To nie jest odpowiedzialność dzieciaków ani nawet rodziców, którzy tutaj nie mają często wystarczających kompetencji. To odpowiedzialność platform internetowych, które czerpią z tego zyski. To YouTube powinien upewnić się, że treści patostreamerów nie oglądają dziesięciolatkowie. To Meta powinna się upewnić, że 11-letnia dziewczynka nie ma konta na Instagramie, skąd jej zdjęcia mogą trafić w ręce przestępcy seksualnego. I dobrze, że w Ministerstwie Cyfryzacji trwają prace nad projektem, który ma urealnić mechanizmy kontroli. Czekamy na projekty ministra Gramatyki.

Sama szkoła ma natomiast ważniejsze zadanie niż zakazy, czyli edukację. Jak radzić sobie z zagrożeniami w sieci, jak stosować zasady higieny cyfrowej - te zadania spełnia edukacja zdrowotna. Szkoda, że w wyniku nacisku konserwatystów nie wszystkie dzieci będą miały do niej dostęp, bo będzie nieobowiązkowa.

No i wreszcie: uzależnienie od smartfonów to nie jest tylko problem dzieci i młodzieży. To jest problem społeczny, także rodziców i nauczycieli. Powiedzmy sobie szczerze: to jest problem nas wszystkich. Możemy zakazywać telefonów, ale przecież dzieci widzą, że dorośli też nie umieją się bez tych ekranów obyć, i wyczuwają fałsz bezbłędnie. A dzisiejsi kilkulatkowie za kilka lat mogą mieć problem z wyśmiewaniem przez ich rówieśników albo nielegalnym wykorzystaniem zdjęć wrzucanych przez rodziców do sieci (Dzwonek), zachęcanych przez influencerki, które robią na tym interes.

Potrzebujemy mądrych działań, edukacji, regulacji platform cyfrowych. Potrzebujemy też rozmowy o ograniczeniach wprowadzanych w szkole. Ale nie oszukujmy się, że możemy przegłosować zakaz i się rozejść, bo mamy tu większą robotę do zrobienia. Dziękuję.

W tej sprawie

Poselski projekt ustawy o zmianie ustawy - Prawo oświatowe (druki nr 1526)

Zapis w stenogramie Sejmu (otwiera się w nowej karcie) | Transmisja z dnia posiedzenia (wystąpienie ok. godz. 14:10) (otwiera się w nowej karcie)

Źródło: System Informacyjny Sejmu, stan danych: 21.09.2026 20:05
Zdjęcie: fot. Kancelaria Sejmu